Kanały:
Wpisy
Komentarze

szklany klosz

Tkwię w zawieszeniu między ja i ona, która walczy cierpliwie o chwilę mojej uwagi. Dla siebie.
Może najlepsze rozwiązanie przychodzi znienacka?  Może nie przychodzi wcale i najlepsze jest to, które odrzuciłeś jako pierwsze?

Marzy mi się taniec w deszczu, chociaż miałaby to być mokra posadzka twarzy. Zapomniałam już chyba jak dobrze jest spontanicznie odtańczyć walca angielskiego w świetle dogasającego dnia. Zamknęłam się w szklanym kloszu moich marzeń i ambicji, a jedyny klucz zgubił się już dawno. Może na toskańskim bruku Sieny albo wśród traw magicznego wzgórza Seven Sisters?

Szafirowo-szkarłatny kolor marzeń.
Nie wiadomo co robić, a czasu coraz mniej.

Byle do wiosny duszy, która przyjdzie za miesiąc już i nie odejdzie aż do momentu spełnienia wszystkich celów.

Więc powinna nie odchodzić nigdy, bo zawsze trzeba mieć jakiś cel.

I warto.

Cóż za bullshit Proszę Pana! Że niby co? Nie dać rady? Musiałby mnie Pan dziś zabić od środka, żebym nie dala rady. Ergo – radę dam!

Tak oto w dość niecodzienny sposób, w ciągu 10 minut rozmowy przewróciły sie do góry nogami wszystkie moje plany dotyczące najbliższego miesiąca. Ostatnia sesja na jakże zacnym kierunku filologia polska właśnie się rozpoczyna. Kolejny przedsesyjny maraton ze świadomymi feminatywnych form filolożkami uważam za rozpoczęty.
Osoby marudzące, że nie mam dla nich czasu, że nie mogę się spotkać, rozmawiać, pisać etc.etc. proszę o składanie pisemnych zażaleń do dziekanatu mojego alter ego. Przewidywany czas rozpatrzenia wniosku – 21 dni roboczych od jego wpłynięcia. Ergo – i tak odezwę się dopiero po  tej ostatniej w mojej tymczasowej drodze edukacyjnej sesji.

Jeśli jednak ktoś wymagałby ode mnie szczegółowej rozpiski oto i ona:

Jest 21 maja, godzina 16. Do końca mojej przyspieszonej sesji na polonistyce zostało 10 dni czyli zaledwie 240 godzin, podczas których muszę zdążyć opanować i przede wszystkim zdać cały materiał obejmujący  literaturę amerykańską, komparatystykę literacką i dramat współczesny. Tuż po tymże , nadejdzie czas zaledwie 24 godzin na skompletowanie portfolio na zaliczenia przedmiotów fotograficznych we Wrocławiu – zaledwie ponad 100 zdjęć, których nie mam kiedy zrobić, a co dopiero stosownie obrobić i opisać.
O pozostałych egzaminach wrocławskich, wolę jeszcze nie myśleć, gdyż oto wyłania się przede mną wizja napisania około 80 stron pracy magisterskiej – w tempie niemalże boeinga.  Będę miała na to – a jakże – kolejne 240 godzin począwszy od dnia 1 czerwca. Potem tydzień oddechu, bo przecież to tylko prace zaliczeniowe na fotografię i temu podobne ‘desery’ dziennikarskie. Egzaminy tamże, poprawianie ewentualnych magisterskich błędów i wyznaczenie terminu obrony.

Termin ostateczny? Ostatnie dni czerwca. Żeby 1 lipca 2012 roku być już w stanie błogiej wrocławskiej świadomości i tamtejszego bytu. A przeprowadzka, żeby przebiegała bez zbędnego denerwowania się tym, że pogubię książki, notatki, materiały i zakreślacze.
W pilnych sprawach można mnie szukać pod stertą kartek, książek, zeszytów i kolorowych długopisów. 

 

A! Pozdrowienia i podziękowania dla profesora S., który zaraził mnie tą alabastrową dekadencją:) Kiedy jak  nie teraz!

 

I znów wiosna przybrała barwy niemego filmu, w którym masz nie zagrać głównej roli, nawet nie poboczną dostaniesz choć  i tak się cieszysz, że grasz. Tłem możesz być, tylko niezbyt rzucającym się w oczy bo przecież to nie o Ciebie chodzi tylko o innych, chociaż w sumie nie chodzi o nikogo bo i po co miało by o kogokolwiek chodzić.
Nie zastanawiaj się nad tym co możesz zrobić jutro albo dziś, tylko myśl o tym co będzie za lat 40 jeśli dożyjesz tego zacnego wieku niespełnienia i niezadowolenia przez życie, co to je kazali Ci przeżyć nie na Twoich zasadach , tylko na ich. A przecież miałeś móc decydować suwerennie o swoim ja i o swoim nie-ja  nawet i o ja innych-tych co Ci to swoje jestestwo powierzyli.  Po-wierzyli, tylko po czym? Po tych nieodbytych wydarzeniach z przeszłości, co to dopiero się kształtuje w bliżej niezarysowanej wizji reżysera czy tam innego scenografa, który i tak ma na głowie nie swojej zbyt wiele, żeby o Tobie nie-pamiętać. Idź więc do niego, napisz zażalenie do sekretarza życia, do komitetu ocalenia suwerenności, do izby najwyższego braku kontroli. Nie musisz się już z niczym nie-zgadzać. Wystarczy tylko o kilku rzeczach zapomnieć i wszyscy będą nie-zadowoleni. Nawet jeśli Ty nie będziesz, to przecież nikogo obchodzi.

Nie zapomnij przestać oddychać.

na różowo

Innych kredek niż zwykle szukam. Znalazłam jedną – krótką, nieostrą, na wyczerpaniu, ledwo dającą się natemperować tępą temperówką z Empiku. Ale pasuje do tego alabastrowego powiewu dekadencji, który przywiał się sam znikąd – donikąd też zmierzając. Wcale nie tak i w ogóle nie po drodze mi ostatnio do domu myśli moich, co czekają na mnie w letargu uśpione. Nie po drodze mi do siebie, co czekam na mnie gdzieś w innym miejscu – tylko jakoś nie można do niego trafić. Przypadkiem.

Onirycznie zrobiło się na ziemi.

I choć nie lubię cukru, trochę by się go przydało czasem, w tej dziwnej herbacie, którą tylko głupcy jeszcze nazywają życiem.

szukając śladów wspomnień minionych
ze świata kilku lat wstecz
z aniołami przy fontannie obcego bruku
i tańca- do melodii zagranej na wspak
o godzinie najpiękniejszej,
o świcie naszych jeszcze marzeń ukrytych
w zakamarkach białej górskiej mgły
gdy przyszedł świt i rozdzieliły się z nim
na dwoje

a  świat się nie-skończył
mimo braku tamtej połowy czegoś
co odeszło
wraz ze snem zielonych powiek

______________

coraz mniej sypiam i ja tej wiosny

czasami wolałabym być jak porcelanowa lalka, która nic nie odczuwa
jest zimna i mimo, że czasem tym zimnem koi, nic nie znaczy
ile takich lalek miałeś w dzieciństwie? ile odłożyłeś po 5 minutach zabawy?

teraz wiodą one spokojne nie-życie w kartonowym pudle zamkniętym w piwnicy, komórce, schowku pod schodami, na strychu albo i innym równie zakazanym miejscu, do którego dostępu broni armia pająków z zastępem swoich srebrnych sieci oraz pokaźnym zbiorem amunicji ze zbieranego od lat kurzu

lubię sztuczność porcelanowych oczu
moje wyrażają zbyt wiele

A niech to wszystko szlag!
Różowe tabletki na uspokojenie Pani Jandy już mi nie pomagają.
Człowiek jest jednak z  natury masochistą. Wie, że pewne rzeczy są dla niego złe, niewskazane, wręcz zabronione[!] jednak mimo to  bierze je w swoje dłonie , przygarnia, przyciąga, chce posiadać, chce mieć, chce by były. Może wynika to ze zbytniego przyzwyczajenia, a może … może z zupełnie innej przyczyny.  Wolę jej nie poznawać.

Nawet jeśli przyczyna jest nieznana, znane są z cała pewnością skutki, opłakane skutki, złe skutki – skutki destrukcyjne.
I co z tego Proszę Pana? Nawet jeśli miałyby prowadzić w ogień piekielnych czeluści, wie Pan przecież, że i tak za nimi pójdę, i tak znów wpadnę w odmęt dziwnych myśli, w kołowrotek zdarzeń rodem z baśni Braci Grimm – nie koniecznie tych z dobrym zakończeniem.
Moim życiem rządzi przecież ostatnio na przemian de Sade z Edgarem Poe. Ja już dawno przestałam mieć cokolwiek do powiedzenia.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.