Cóż za bullshit Proszę Pana! Że niby co? Nie dać rady? Musiałby mnie Pan dziś zabić od środka, żebym nie dala rady. Ergo – radę dam!
Tak oto w dość niecodzienny sposób, w ciągu 10 minut rozmowy przewróciły sie do góry nogami wszystkie moje plany dotyczące najbliższego miesiąca. Ostatnia sesja na jakże zacnym kierunku filologia polska właśnie się rozpoczyna. Kolejny przedsesyjny maraton ze świadomymi feminatywnych form filolożkami uważam za rozpoczęty.
Osoby marudzące, że nie mam dla nich czasu, że nie mogę się spotkać, rozmawiać, pisać etc.etc. proszę o składanie pisemnych zażaleń do dziekanatu mojego alter ego. Przewidywany czas rozpatrzenia wniosku – 21 dni roboczych od jego wpłynięcia. Ergo – i tak odezwę się dopiero po tej ostatniej w mojej tymczasowej drodze edukacyjnej sesji.
Jeśli jednak ktoś wymagałby ode mnie szczegółowej rozpiski oto i ona:
Jest 21 maja, godzina 16. Do końca mojej przyspieszonej sesji na polonistyce zostało 10 dni czyli zaledwie 240 godzin, podczas których muszę zdążyć opanować i przede wszystkim zdać cały materiał obejmujący literaturę amerykańską, komparatystykę literacką i dramat współczesny. Tuż po tymże , nadejdzie czas zaledwie 24 godzin na skompletowanie portfolio na zaliczenia przedmiotów fotograficznych we Wrocławiu – zaledwie ponad 100 zdjęć, których nie mam kiedy zrobić, a co dopiero stosownie obrobić i opisać.
O pozostałych egzaminach wrocławskich, wolę jeszcze nie myśleć, gdyż oto wyłania się przede mną wizja napisania około 80 stron pracy magisterskiej – w tempie niemalże boeinga. Będę miała na to – a jakże – kolejne 240 godzin począwszy od dnia 1 czerwca. Potem tydzień oddechu, bo przecież to tylko prace zaliczeniowe na fotografię i temu podobne ‘desery’ dziennikarskie. Egzaminy tamże, poprawianie ewentualnych magisterskich błędów i wyznaczenie terminu obrony.
Termin ostateczny? Ostatnie dni czerwca. Żeby 1 lipca 2012 roku być już w stanie błogiej wrocławskiej świadomości i tamtejszego bytu. A przeprowadzka, żeby przebiegała bez zbędnego denerwowania się tym, że pogubię książki, notatki, materiały i zakreślacze.
W pilnych sprawach można mnie szukać pod stertą kartek, książek, zeszytów i kolorowych długopisów.
A! Pozdrowienia i podziękowania dla profesora S., który zaraził mnie tą alabastrową dekadencją:) Kiedy jak nie teraz!